• Wpisów: 14
  • Średnio co: 26 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 14:28
  • Licznik odwiedzin: 855 / 401 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
henrykrogowski
 
www.nexto.pl/(…)burzliwe_lata_-_tom_1_p17714.xml…  

Powieść przygodowa, której akcja rozgrywa się w okresie bitwy pod Grunwaldem.

„Burzliwe lata” to klasyczna powieść historyczna. Przenosi czytelnika na ziemie polskie początku XV wieku. Okres przełomowy w dziejach Polski. W czas panowania króla Władysława Jagiełły.

Od kilkudziesięciu lat na ziemiach polskich Zakon Krzyżacki sieje niepokój. Jego poddani są bezprawnie napadani, grabieni i mordowani. W roku 1404 Problem spiętrzył się do poziomu, który wymaga zdecydowanej interwencji króla.

Książka rozpoczyna się od sejmiku w Krakowie, na którym ma pojawić się sam król. Przybywają tam, po podróży pełnej przygód i starć z Krzyżakami, główni bohaterowie książki - imć Zembrzuski, dowódca oddziału zbrojnych, eskortujących pana Kalesantego herbu Działosza. Pragną postawić przed oblicze Jagiełły, pojmanego jeńca krzyżackiego Zygfryda, by udowodnić, iż to właśnie zakonnicy w białych płaszczach z czarnym krzyżem są sprawcami rozbojów i niepokojów na ziemiach Korony i Litwy.

Tak zaczyna się ta niezwykle ciekawa powieść. Bogata w intrygi, opisy bitew i starć, ale i wciągająca czytelnika wspaniale wplecionymi wątkami miłosnymi i niezwykle plastycznymi opisami przyrody. Znaczącą wartością „Burzliwych lat” jest wierne trzymanie się prawdy historycznej, którą autor pieczołowicie odtwarza na kartach swej książki.

Losy Krzyżaków na ziemiach polskich są znane wszystkim, lecz w odbiorze tej powieści ów fakt nie stanowi żadnej przeszkody. Autor dołożył starań by znany okres w dziejach przedstawić w sposób nietuzinkowy i intrygujący. Czytelnika zachęca niezwykle mistrzowsko dozowana dramaturgia oraz wciągająca, dynamiczna akcja. Wszyscy miłośnicy historii i przygód będą usatysfakcjonowani.

Gdzie zaprowadzi bohaterów książki walka z zakonem krzyżackim, do jakich heroicznych czynów będą zmuszeni by przeciwstawić się podstępom wroga, jakich poświęceń będzie wymagała miłość ojczyzny, honor i wierność? Tego właśnie dowiemy się z kart „Burzliwych lat” Henryka Longina Rogowskiego.
 

henrykrogowski
 
I wreszcie przyszedł ten dzień, ale przedtem umówiliśmy się, że spotkamy się za dziesięć lat u Tomka w domu.
Pierwszy września był tym dniem, w którym mieliśmy się spotkać, a dom Tomka wydawał się nam miejscem najodpowiedniejszym na ziemi. Już wtedy byliśmy ciekawi rozmów o naszych losach, które miały nadejść. A tu i teraz działo się wiele, bo odbywały się wiece, zebrania i marsze uliczne i niekończące się protesty słyszane w radio i wszędzie. A później  spakowany przez matkę siedziałem w pociągu jadącym do stolicy. Spieszyli się rodzice z tym wyjazdem, a ja wiedziałem, co za przyczyna ich ponagla, abym opuścił Gdańsk pośpiesznie. Wreszcie pociąg ruszył i serce zabiło mi mocniej.
Jechałem na spotkanie z tym, co miało spotkać mnie w życiu i nie na spotkanie już z marzeniami, lecz z rzeczywistością, która była przede mną.
 

henrykrogowski
 
                                         Rozdział I



Był piękny maj, gdy zacząłem pracę, jako czternastoletni chłopak u Państwa Goldman. Pan Goldman miał małą fabryczkę w Łodzi, manufakturę, gdzie wyrabiano przeróżnego rodzaju materiały. Ja zaś zajmowałem się ogrodem państwa Goldman i cieszyłem się bardzo z tej pracy, bowiem w domu naszym była bieda, gdyż ojciec odszedł od nas, a matka podupadała na zdrowiu. Już na drugi dzień w ogrodzie spotkałem Ritę, córkę państwa Goldman i to ona podeszła do mnie – pytając.
-    Ojciec cię zatrudnił u nas?
-    Tak – odpowiedziałem
-    To jestem bardzo rada, bo podobasz mi się – powiedziała z lekkim wstydem, który dostrzegłem na jej twarzy.
-    I ty mi się podobasz - odpowiedziałem natychmiast i mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi.
-    I ja mam taką nadzieję – powiedziała i pobiegła do pałacyku, który stał w końcu ogrodu.
Ładna dziewczyna – pomyślałem sobie, lecz nawet w myślach nie wierzyłam w to, że ja biedny chłopak mogę często rozmawiać z Ritą. W domu państwa Goldman pracowało więcej osób ze służby, którzy polubili mnie i często w kuchni dostawałem smakowite jedzenie, które ukradkiem pakowałem, by zanieść chorej matce. Martwiłem się o nią, a ona często mi mówiła.
-    Synku, jak ci tam jest, czy nie za ciężka to praca dla ciebie?
-    Nie mamo - odpowiadałem, lubię ten dom i atmosferę w nim, lecz ni słowem nie wspominałem o Ricie.
I tak mijały lata, lata jakże urocze dla mnie, gdyż zaprzyjaźniłem się z Ritą. A później przyszedł ten nieszczęsny wrzesień i miasto Łódź zamieniło się w Lidtsmanstat. Straciłem pracę, bo Państwo Goldmanowie pośpiesznie opuścili dom, zabierając ze sobą Ritę.
-    Może się jeszcze spotkamy Wiktorze – rzekła do mnie na pożegnanie.
-    Mam taką nadzieję, choć wiedziałem, że będzie to trudne, ale tak powiedziałem, bo cóż innego mogłem powiedzieć.
Później widywałem żołnierzy niemieckich na ulicach miasta i znów bieda zawitała do naszego domu. Pewnego razu, późnym wieczorem, ktoś zastukał do naszych drzwi.